Chustonoszenie a zarządzanie czasem

with Brak komentarzy

Dzisiejszy wpis będzie nieco inny niż zwykle, bo poruszę temat zarządzania czasem i jego związku z chustonoszeniem. Z tego miejsca bardzo chciałabym podziękować Aleksandrze Budzyńskiej czyli Pani Swojego Czasu za inspirację do napisania tego artykułu i za pomocne webinary.

Chusta i obok zegarek

Zarządzanie czasem

Samo zarządzanie czasem brzmi nieco niefortunnie, długie lata już na sam dźwięk miałam ciary i sam fakt, że ktoś chce nauczyć *mnie* czegoś zarządzać powodował niechęć z samego założenia. Bo jak to ktoś będzie *mi* mówił co ja mam robić? Planować? Angażować innych? Prosić się o pomoc? O nieeee, w życiu.

To może na potrzeby artykułu pozostanę przy nieco łatwiej strawnym synonimie dla niefortunnego „zarządzania czasem” – organizacja dnia. Chodzi mniej więcej o coś w miarę podobnego, a o ile fajniej brzmi.

Nowa rzeczywistość…

Po urodzeniu się dziecka (zwłaszcza tego pierwszego) większość z nas, jeśli nie wszystkie, nagle stoi przed kompletnie nową wizją rzeczywistości – ze starej wkraczamy w pewnego rodzaju chaos, mnożące się pytania zostają odparte jeszcze liczniejszymi odpowiedziami (często się wzajemnie wykluczającymi), brak kontroli nad sytuacją staje się praktycznie codziennością. Pierś czy mieszanka, chustować czy nie chustować, Oliatum czy Emolium, szczepić czy nie szczepić, ubranka nowe czy z lumpeksu, Pampers czy Dada, a może Toujours? Obiecywałaś sobie w ciąży, że nie będę przegrzewać malucha jak te nadgorliwe mamusie z pobliskich placów zabaw, a nagle przy 30 stopniach zastanawiasz się ile jeszcze starszych pań wścibsko zaglądając Ci do gondoli zwróci Ci uwagę, że maluszek nie ma na głowie czapeczki… Ah, no i życie przybiera zupełnie nowych kolorów –  kolorów dziecięcej kupki, które nagle stają się fascynujące jak niejeden film sensacyjny – co trzy godziny otwierasz pieluszkę i ze zgrozą zadajesz sobie pytanie „to jak, już pora do pediatry?”

Oczekiwania wobec mam narastają wraz z każdą dobą życia dziecka, każdy ruch mamy jest na cenzurowanym i poddawany wnikliwej ocenie przez najbliższe otoczenie. Mama dla dobra dziecka rezygnuje z tego, co lubi i co robiła wcześniej w imię dobra maleństwa. Bo czuje presję psychiczną, że musi. Często też czuje potrzebę lub/ i przymus bycia „Zosią-samosią”; każda propozycja pomocy jest odsuwana na bok, bo przyjęcie jej mogłoby zostać zinterpretowane jako oznaka słabości i nieradzenia sobie w nowej roli.

Chustonoszenie w moim życiu po porodzie
Gienio w kieszonce
Czas spokoju i dwie wolne ręce zyskane dzięki chustonoszeniu wykorzystajmy kreatywnie 🙂

Gdy Gienio miał 2 tygodnie pierwszy raz dałam szansę chuście i był to dla mnie przełom – dziecko z wiecznie płaczącego noworodka zmieniło się w aniołka, który w końcu zasnął, a ja zyskałam chwilę na… zebranie myśli, spokojnie wypicie kawy czy przeczytanie książki. Dzień nagle nabrał nieco spokojniejszego tonu. Wiedziałam, że w najbliższych dniach mogę liczyć na tę zbawienną ciszę tylko dzięki chustonoszeniu. Nie wyobrażam sobie życia mojego synka (zwłaszcza tych pierwszych miesięcy) bez chusty. Dla mnie to, że on zasypiał na mnie jeszcze zanim dobrze dociągnęłam wszystkie pasma chusty było prawdziwym zbawieniem. Bo nagle w prezencie dostałam czas pełen ciszy. A cisza to skupienie, uporządkowanie  myśli, całe multum możliwości. Cudownie to wspominam. Wtedy ten czas ciszy spędzałam marnotrawiąc go czytając porady dzieciowe (tak, nadal temat kupek nie dawał mi żyć) i grupy chustowe.

Teraz bym się zastanowiła jak mogę w nowej rzeczywistości odnaleźć siebie i wrócić do siebie sprzed urodzenia dziecka? Jak mogę zorganizować sobie czas, żeby np. wyjść na 3-4 godziny na lotnisko na zdjęcia? Niemożliwe? Oczywiście, że możliwe! Karmienie piersią nie jest nawet tutaj wystarczającą wymówką na te kilka godzin dla siebie. Nawet przy noworodkach można przecież zostawić babci/ teściowej/ tacie nasze odciągnięte mleko i zrobić coś dla siebie. Jak nie zdjęcia to może chociaż fryzjer? No dobra, kasy nie ma, to chociaż spacer po ulubionej okolicy z kijkami? Lub spotkanie z przyjaciółką? Cokolwiek co wprowadzi w nasze chaotyczne życie pierwiastek dbania o naszą higienę psychiczną jest tutaj bardzo dobrym tropem 🙂 Problemem są tylko chęci i chęć łamania stereotypów matki-Polki kiszącej się w domu z dzieckiem i mającej przyzwolenie tylko na spacer po okolicy z wózkiem. Bardzo dużo zależy od naszego podejścia i też od tego czy chcemy pomocy innych. Organizacja czasu czyli też to ile czasu poświęcam sobie, a ile czasu pozwolę innym pomagać mi przy dziecku. Dopiero po 2,5 roku po porodzie to zrozumiałam jak bardzo traktowałam chętne mi osoby do pomocy jak wrogów, a jak bardzo zaniedbywałam siebie w imię tego, żeby pokazać innym że dam radę sama. Może i dam radę sama, ale jakim kosztem? Kolejnej nieprzespanej nocy?

Pomoc taty

Super, jeśli mama angażuje w pomoc tatę. Często tatusiowie są spychani na bok i nie pozwala im się robić wiele rzeczy przy dziecku, bo mama czuje, że to jest jej rola. A to wcale tak nie jest, tatuś ma tak samo równe szanse, tylko karmienie piersią stanowi wyjątek, ale cała reszta? Czy tak bardzo chcemy, aby to „zawłaszczenie” dziecka i podział obowiązków na 90% dziecko z mamą, a 10% z tatą będzie się utrwalać przez tygodnie, miesiące, lata… Lubię obserwować tatusiów w trakcie konsultacji, podziwiam ich zaangażowanie, gdy się im pozwoli działać. Tatusiowie w mojej ocenie są bardziej zadaniowi, skupiają się na wykonaniu czynności niż na czynnikach pobocznych – kąpiel to kąpiel, dziecko ma być umyte. A czy to naprawdę jest ważne czy woda w wanience miała 37,0’C…? Ważne, żeby była nie za ciepła, nie za zimna. Nie ma co się skupiać na perfekcjonizmie. Za kilka lat o niektórych rzeczach nikt nie będzie pamiętać.

Wnioski

Czasami fajnie dać sobie pomóc. Fajnie przyjąć pomoc teściowej, która po raz tysięczny proponuje ugotowanie obiadu za nas. Nie ma co na początku udawać superbohaterki i oszukiwać siebie i innych, że masz chęć i czas dzień po wypisie i zgięta w paragraf po hardkorowym porodzie stać trzy godziny w kuchni i robić trzydaniowy obiad. Delegowanie zadań też jest częścią zarządzania czasem, czyli naszej organizacji dnia. Im bardziej jesteś spokojna, tym spokojniejsze jest twoje dziecko – lub w drugą stronę – im więcej sobie zwalisz na głowę, tym więcej frustracji siedzi w Tobie. I dziecko to czuje. Więc jak już mamy okazję pomocy to niech ta teściowa sobie gotuje, tylko jak już to robi to niech zrobi więcej, żeby można było nadwyżkę zamrozić i wyjąć, gdy najdzie nas dzień leniucha 🙂 Tylko dobrze jest rozgraniczyć przyjmowanie pomocy od grania roli nieudacznicy w nowej roli życiowej. Nabrzmiałe cycuchy od mleka do przodu i pamiętajcie, kto tu jest mamą. Nie teściowa, nie ciocia, nie kuzynka, tylko Ty. Strategiczne decyzje podejmij w środku swojego serca, a nie pod presją otoczenia. Pamiętajcie o sobie drogie mamy, bo to jak będzie wyglądał ten nowy rozdział w naszym życiu zależy nie od nas, ale od naszego podejścia do sytuacji

.