Perfekcjonizm a nauka wiązania chusty

with Brak komentarzy
3R7A4275_1
Dociąganie chusty w trakcie wiązania plecaka prostego (Chusta Pellicano Baby Zamira Laguna)

Często my kobiety mamy problem, bo wsadzono nam do głów od małego, że cokolwiek robisz, ważne abyś robiła to perfekcyjnie i nie zostawiała sobie miejsca na błędy. Po urodzeniu dziecka każde nawet najmniejsze potknięcie młodej mamy bywa polem do krytyki i obszarem dania mamie na tacy miliona „złotych rad” (niekiedy wzajemnie się wykluczających), których ona może nawet nie potrzebować. Bo młoda mama w oczach społeczeństwa ma być perfekcjonistką w każdym calu. Błędy lub decyzje, które są niezgodne z tym, co polecają nam inni, bywają bardzo srogo karcone, a mama wpędzana jest z automatu w poczucie winy. Widzę to bardzo często w trakcie konsultacji jak mamy mają swoje, najczęściej pierwsze, spotkanie z chustonoszeniem. Oczekują od siebie bardzo, bardzo dużo, poprzeczkę zawieszają niezmiernie wysoko i są dla siebie bardzo surowe w ocenie pierwszych samodzielnych wiązań. Czy słusznie?

 

Perfekcjonizm a nauka wiązań

Bardzo mnie cieszy jak po konsultacjach do mnie dzwonicie, piszecie, wysyłacie MMSy czy maile, abym mogła zweryfikować czy jest dobrze i gdzie ewentualnie mogłoby być lepiej, ale… chciałam Wam uświadomić dziewczyny jaką trudnością dla nas może być wyzwolenie się z poczucia, że „muszę być perfekcjonistką” i „że muszę zamotać idealnie…”.

 

Czy muszę być perfekcjonistką od pierwszego zamotania…?

Gienio w kangurku (Chusta: Oscha Noveau Nebula)
Gienio w kangurku (Chusta: Oscha Noveau Nebula)

Nie, nie musisz. Od żadnej mamy tego nigdy nie oczekiwałam i nie oczekuję. Oczekują tego od siebie paradoksalnie same mamy, które są skażone tym myśleniem, że muszą być idealne na każdej płaszczyźnie życia osobistego i zawodowego.

Perfekcjonizm w polu chustonoszenia zabiera radość z noszenia. Tak drogie Mamy, może dla niektórych z Was to stwierdzenie jest trudne, ale taka jest prawda.

Skupianie się na tym czy ta dwumilimetrowa fałdka powinna zostać dociągnięta przenosi uwagę z obecności tego małego człowieka na naszym ciele na… pierdoły i detale. Pamiętasz jak mówiłam, że chusta ma być jak bandaż? Musi być delikatnie napięta, pozbawiona luzów, ale też nie może uciskać za mocno, aby nie powodować dyskomfortu. I tego się trzymaj. I uwaga, uwaga – wiecie, że nie lubię złej jakości wiązań, nie lubię niechlujstwa. Lubię jak ktoś jest świadomy, że jego technika jest dobra oraz że wymaga poprawy, ale… nie od razu Rzym zbudowano. Dajcie sobie czas na błędy, pracujcie nad tym, aby każde wiązanie było nieco lepsze od poprzedniego, róbcie sobie zdjęcia porównawcze (nawet zwykłe lustrzane selfie z perspektywy czasu będą dla Ciebie dobrą informacją zwrotną), ale nie dajcie się zwariować i nie wpadajcie w szpony perfekcjonizmu. Od kobiet, niestety, oczekuje się perfekcjonizmu i naturalnie przenosimy to na pole chustonoszenia. Nie ma takiej potrzeby, aby oczekiwać od siebie ideału. Nie oszukuj się – po pierwszej nauce chustowania nie będziesz w tym tak biegła jak ja, ale – zawsze w trakcie konsultacji uczulam, do jakich błędów dana osoba ma tendencję i proszę, aby miała je na uwadze przy następnych wiązaniach. Czym innym jest perfekcjonizm, a czym innego ambicje, aby małymi kroczkami stawać się lepszym w tym, co robimy.

 

Podsumowanie

Nie urodziłam się z nabytą umiejętnością wiązania chusty. Też musiałam się tego nauczyć, musiałam popełnić błędy i sobie je uzmysłowić, aby iść dalej.

Technika wiązania jest bardzo ważna i musi być doskonalona, ale najważniejsza jest bliskość wypływająca z chustonoszenia niż to, czy akurat zawiązałam wzorowy węzeł płaski. Nie oczekujmy od siebie zbyt wiele w zbyt pogmatwanej poporodowej rzeczywistości, ale miejmy na uwadze skłonności do naszych ulubionych błędów i to, aby za każdym razem zamotać trochę lepiej niż poprzednim razem.

PS Pragnę podziękować Pani Swojego Czasu za inspirację do napisania artykułu! I pamiętajcie co mówi Ola – „zrobione jest lepsze od doskonałego” 🙂